niedziela, 25 stycznia 2009

Garść spostrzeżeń

Weekend w Turku mija spokojnie ze snem do 12 (przez co znowu nie pojechałam na wyspy i zobaczyć Bałtyk). W piątek była powtórka z karaoke Rokkibaari, ale tym razem w większym składzie i 2 koleżanki śpiewały (zdjęcia na picasie) :) Różnica między środą a piątkiem porażająca HIMem i Bon Jovim. Wczoraj za to wybrałyśmy się na koncert, którego nie było. Skończyło się na tym, że jadłam najdroższy (5 eur) i zarazem najgorszy kebab (nie oglądajcie podczas jedzenia ;) ) w życiu. Mięso wołowe pokrojone w długie cienkie paski, jak spaghetti. Ble, nigdy więcej. Także lista rzeczy (czy raczej artykułów spożywczych), których mi tu brakuje, rośnie.

Pozostając w tematyce jedzenia, w czwartek spotkałam się z tutorką i jej pozostałymi podopiecznymi na lunchu, który był tradycyjną potrawą szwedzką. Skończyło się na tym, że jadłam chleb z surówkami, bo te ziemniaki były tak słone jak woda w Morzu Śródziemnym. Potrawa nazywa się Janssons frestelse, w jej skład wchodzą ziemniaki pokroje na frytki, cebula, szprotki i śmietana. Mieszanka dziwna, ale gdyby nie przesolić, to mogłoby smakować nieźle. Wygląda tak

Przy okazji lunchu spytałam moją tutorkę, czy jest szwedzko czy fińsko - języczna. Odpowiedź była bardzo zaskakująca, mianowicie: "I speak Swedish with my dad and Finnish with my mum". To podobno standard w rejonach nadmorskich (czyli tam, gdzie mieszka mniejszość szwedzka, ok.5,5% populacji Finlandii). Rodzice porozumiewają się po fińsku, bo jej tata studiował po fińsku. Z braćmi rozmawia po szwedzku. Co ciekawe Finlandia nie jest tak naprawdę bilingualna a tri?lingualna. W każdym bądź razie wśród języków urzędowych oprócz fińskiego i szwedzkiego znajduje się także Sami, czyli język Lapończyków (jest to regionalny język oficjalny). A wracając jeszcze do fińskiego i szwedzkiego, to kiedyś istniał obowiązek nauki obu języków na każdym szczeblu edukacji, obecnie go zniesiono. Zaowocowało to oczywiście tym, że Finowie przestali uczyć się szwedzkiego, co prowadzi także do słabszej znajomości angielskiego. Słaba znajomość angielskiego w tym kraju jest natomiast zupełnie niezrozumiała, ponieważ nie ma dubbingu (poza bajkami) w filmach, nawet w telewizji. Czyli wszystkie filmy/seriale ogląda się tak, jak w polskim kinie, zdarza się nawet, że napisy  wyświetlane są zarówno po fińsku jak i po szwedzku, przez co zajmują pół ekranu. Za to erazmusy mogą chodzić do kina, jeśli tylko są chętni wydać 10,5 eur na bilet ;)

Warto jeszcze wspomnieć o uczciwości Finów (przynajmniej niektórych) na przykładzie środowo - czwartkowej przygody kolegi Brazylijczyka. Jak wracaliśmy z imprezy wypadł mu paszport z kieszeni i został w taksówce. Kolega zauważył to dopiero po wejściu do mieszkania, wrócił się na drogę i tam szukał. Numeru do tej sieci taksówek nie mieliśmy, bo prosiliśmy innego taksówkarza, żeby nam zadzwonił po taryfę na 7 osób. Także dno totalne. Następnego dnia kolega wraca z zajęć i współlokator wręcza mu jego paszport. Jak to się stało? Otóż przemiła pani taksówkarz przyjechała tu i sprawdzała nazwiska na ok.200 skrzynkach na listy (po 3 na każdej) w poszukiwaniu jego! Niesamowite szczęście, zwłaszcza, że kolega zdążył już zadzwonić do swojej ambasady i dowiedzieć się, że do wyrobienia nowego paszportu potrzebuje np. świstka, że wywiązał się ze służby wojskowej i z wyborów (cokolwiek by to miało znaczyć), obydwu dokumentów oczywiście tu ze sobą nie przywoził.

2 komentarze:

  1. Ktoś pisał, że czapkę zgubił czy raczej zostawił w autobusie. A zakup nowej nie jest prosty, ktoś nie może znaleźć ładnej :( Albo nie kosztującej 35 euro.

    OdpowiedzUsuń