Podczas wczorajszego hevikaraoke śpiewałam. Co prawda tylko raz i nie sama, ale nie trzeba mnie było absolutnie namawiać. Po prostu wszyscy znajomi śpiewali, więc stwierdziłam, a co mi szkodzi. Pewnie zabolało to publiczność, na szczęście pomidorów nie mieli ;)
Do typowego erazmusa jeszcze trochę mi brakuje, choć częstotliwość imprez mi rośnie. Jest to niepokojące, bo prace domowe same się nie odrobią. Także pozostaje nadzieja, że wkrótce mi się znudzi. Choć karaoke to już niemal tradycja ;)
Garść zaskakujących spostrzeżeń:
1. Trójka znajomych Niemców wracała z imprezy, jeden z nich totalnie pijany, nie był w stanie utrzymać równowagi na rowerze. Chcieli mu zamówić taksówkę i go do niej wpakować, ale się nie zgodził. Pomagali im jacyś Finowie, ale koleś się opierał. Jaka była rada tubylców? Zadzwońcie po policję... To też uczynili i koleś spędził noc i część dnia w areszcie... Jestem w szoku, że można tak znajomego załatwić.
2. Pijani Finowie w środową noc (godzina 23): jeden idzie slalomem po całym chodniku, w pewnym momencie rozpina spodnie i zaczyna załatwiać swoją potrzebę kontynuując "spacer". Dalej 2 dziewczyny, jedna próbuje podtrzymywać drugą, niestety przychodzi jej to z trudem i zahaczają o wszystko po drodze (łącznie z koszami na śmieci). Godzina 1.30 - jeden koleś leży na chodniku, drugi w niewiele lepszym stanie próbuje go podnieść...Tak wygląda środek tygodnia w kraju, w którym alkohol w sklepach sprzedaje się do godziny 21...
Ten alkohol do 21 to prawdziwe przekleństwo!!! Jak widać i tak im nic nie pomaga, a ja, biedny Polak już drugi wieczór spędzam na trzeźwo, bo nie miałem gdzie kupić piwa:/
OdpowiedzUsuń