Okazuje się, iż moje rodzinne miasto było przeze mnie niedoceniane pod względem możliwości robienia zakupów. Kurtkę i plecak wybrałam w przeciągu godziny, oba sprawunki satysfakcjonujące :) Plecak z kilkunastoma kieszeniami skutecznie zajął mamę na ok. 15 minut.
Otwarta pozostała jeszcze kwestia karty z NFZ - oby nie była potrzebna przy załatwianiu formalności na początku wyjazdu...Oczywiście musiałam zapomnieć o tej dość istotnej rzeczy :/
Pierdółki typu zdjęcia porobione - hope że to kończy przedwyjazdowe przygotowania i pozostaje "tylko" spakować się i ruszać w drogę :)
A ruszać dokąd dokładnie? Turku po fińsku, a Abo po szwedzku wydaje się być całkiem interesującą miejscowością wielkości mojego home town, co w warunkach fińskich jest już metropolią niemalże :) Kraj ma niewiele ponad 5 mln mieszkańców, więc nie ma się czemu dziwić. A samo Turku (dawna stolica - jak nasz Kraków) leży w południowo - zachodnim rogu nad Morzem Bałtyckim, od Sztokholmu dzieli je noc promem (mam nadzieję, że będzie to jeden z moich celów wycieczek). Główną atrakcją miasta jest zamek, który patrząc po zdjęciach nie wydaje się jednak zbyt interesujacy. No ale do ichniej architektury zapewne będę musiała przywyknąć. Z okazji Bożego Narodzenia na rynku co roku odbywa się festyn, prawdopodobnie uda mi się na niego załapać, także szczegóły ewentualnie w przyszlym tygodniu. Bo za tydzień o tej porze będę już w nowym mieszkanku stąpać po fińskiej ziemi :)
Co mnie bardzo zaskoczyło, to sieć ścieżek rowerowych niesamowicie szeroka (od mojego mieszkania do uczelni jest), co można zobaczyć tu , zaznaczając po lewo cycle paths. Szkoda tylko, że jak na razie robi się coraz zimniej i w niedzielę przywita mnie dziesięciostopniowy mróz (bez śniegu niestety), więc wątpię w to, że z tych ścieżek będę mieć okazję skorzystać. Ale są, do tego dochodzą wypożyczalnie rowerów, więc w ogóle git.
Cóż jeszcze w chwili obecnej wiadomo mi o Turku? Miasto otoczone jest setkami wysepek, które także są atrakcją turystyczną, pływają tam statki wycieczkowe i można zwiedzać je na rowerach. Także wyprawa letnia, najbliższe otoczenie zostanie zapewne na "po sesji". Pierwszym celem podróży będą zapewne Helsinki, w dalszej kolejności znacznie bardziej oddalone Rovaniemi (wszak taką gwiazdę jak Lordi muszę odwiedzić :D ) i miasto prawie w Rosji, czyli Joensuu. Fajnie by było także o jakieś Lahti czy Kuopio zahaczyć :)
Do wyjazdu pozostało 5 dni, które zapewne zlecą w try miga (jakkolwiek by się tego zwrotu poprawnie nie pisało), uwzględniając krótką sylwestrowo-noworoczną wizytę w stolycy po drodze. Także komu lets, temu go!