poniedziałek, 29 grudnia 2008

Postępy w przedwyjazdowych sprawunkach

Okazuje się, iż moje rodzinne miasto było przeze mnie niedoceniane pod względem możliwości robienia zakupów. Kurtkę i plecak wybrałam w przeciągu godziny, oba sprawunki satysfakcjonujące :) Plecak z kilkunastoma kieszeniami skutecznie zajął mamę na ok. 15 minut.

Otwarta pozostała jeszcze kwestia karty z NFZ - oby nie była potrzebna przy załatwianiu formalności na początku wyjazdu...Oczywiście musiałam zapomnieć o tej dość istotnej rzeczy :/

Pierdółki typu zdjęcia porobione - hope że to kończy przedwyjazdowe przygotowania i pozostaje "tylko" spakować się i ruszać w drogę :) 

A ruszać dokąd dokładnie? Turku po fińsku, a Abo po szwedzku wydaje się być całkiem interesującą miejscowością wielkości mojego home town, co w warunkach fińskich jest już metropolią niemalże :) Kraj ma niewiele ponad 5 mln mieszkańców, więc nie ma się czemu dziwić. A samo Turku (dawna stolica - jak nasz Kraków) leży w południowo - zachodnim rogu nad Morzem Bałtyckim, od Sztokholmu dzieli je noc promem (mam nadzieję, że będzie to jeden z moich celów wycieczek). Główną atrakcją miasta jest zamek, który patrząc po zdjęciach nie wydaje się jednak zbyt interesujacy. No ale do ichniej architektury zapewne będę musiała przywyknąć. Z okazji Bożego Narodzenia na rynku co roku odbywa się festyn, prawdopodobnie uda mi się na niego załapać, także szczegóły ewentualnie w przyszlym tygodniu. Bo za tydzień o tej porze będę już w nowym mieszkanku stąpać po fińskiej ziemi :)

Co mnie bardzo zaskoczyło, to sieć ścieżek rowerowych niesamowicie szeroka (od mojego mieszkania do uczelni jest), co można zobaczyć tu , zaznaczając po lewo cycle paths. Szkoda tylko, że jak na razie robi się coraz zimniej i  w niedzielę przywita mnie dziesięciostopniowy mróz (bez śniegu niestety), więc wątpię w to, że z tych ścieżek będę mieć okazję skorzystać. Ale są, do tego dochodzą wypożyczalnie rowerów, więc w ogóle git. 

Cóż jeszcze w chwili obecnej wiadomo mi o Turku? Miasto otoczone jest setkami wysepek, które także są atrakcją turystyczną, pływają tam statki wycieczkowe i można zwiedzać je na rowerach. Także wyprawa letnia, najbliższe otoczenie zostanie zapewne na "po sesji".  Pierwszym celem podróży będą zapewne Helsinki, w dalszej kolejności znacznie bardziej oddalone Rovaniemi (wszak taką gwiazdę jak Lordi muszę odwiedzić :D ) i miasto prawie w Rosji, czyli Joensuu. Fajnie by było także o jakieś Lahti czy Kuopio zahaczyć :) 

Do wyjazdu pozostało 5 dni, które zapewne zlecą w try miga (jakkolwiek by się tego zwrotu poprawnie nie pisało), uwzględniając krótką sylwestrowo-noworoczną wizytę w stolycy po drodze. Także komu lets, temu go! 

czwartek, 25 grudnia 2008

Let the blogging begin! :)

Huhuhu, męska decyzja podjęta - na 2 tygodnie przed wyjazdem postanowiłam utworzyć wyjazdowego bloga :) Później pewnie będzie milion innych spraw i może mi to umknąć, albo stracę zapał. Nie wiem, jaka będzie częstotliwość postów - podejrzewam, że na początku spora, a z czasem malejąca. Ale we'll see :)

Wylot 4.01 - czy się cieszę? Oczywiście :) Czy się boję? Niesamowicie ;) Ciężko stwierdzić, które uczucie przeważa. 

Stan przygotowań oceniam przeciętnie (choć najbardziej niezbędną rzecz, czyli laptopa już mam ;) ) - ale będzie kilka dni roboczych na intensywne zakupy i pierdółki typu zdjęcia czy ksera dokumentów. Oby się udało załatwić wszystko co trzeba. Najważniejsze jest oczywiście znalezienie odpowiednio ciepłej kurtki, co będzie nie lada wyzwaniem, skoro według opinii koleżanek w tym roku kurtki szyte są tylko dla stałych bywalczyń centrów handlowych (żeby im za ciepło nie było podczas ukochanego szopingu).

Ale pocieszający jest fakt wyczytany w welcome package, że średnia temperatura zimą wynosi -5st, co brzmi znośnie (tylko czy dla takiego zmarźlucha jak ja także?). Co nie zmienia faktu, iż mrozy po -20st nie są rzadkością. Z drugiej strony jest duża wilgotność powietrza, co zmniejsza odczuwalność mrozów.

Oczywiście niejednokrotnie straszono mnie oziębłością i skrytością Finów - mój informator How to survive in Finland? także to przyznaje, ale zna rozwiązanie tego problemu - "After one or two drinks the Finns get much friendlier. They love karaoke." Więc chyba ucierpię z powodu braku talentu muzycznego ;) No ale Finowie pewnie nie będą główną grupą osób, które tam spotkam, choć liczę na to, że przynajmniej na zajęciach z Markov Chains jakiś autochtonów poznam, to chyba mało erazmusowy przedmiot. A przynajmniej z lansem i baunsem się nie kojarzy ;) Aczkolwiek to szwedzkojęzyczna uczelnia, więc powinnam się wyposażyć również w info o tym narodzie.

Abo Akademi ma dość dziwny system przydzielania tutorów - wysłałam im pick-up request, na co oni nie reagują w ogóle. Po prostu wysiadam na dworcu w Turku i tam albo ktoś na mnie czeka, albo nie. Nie będę tego wiedzieć wcześniej. Wolałabym jednak mieć okazję nawiązać jakiś prowizoryczny kontakt mailowy z moim ewentualnym tutorem - chociażby w celu ułatwienia sobie rozpoznania się na dworcu. Ale cóż, z systemem nie wygram ;)

Tytuł bloga to moje pierwsze zdanie w tym tak zakręconym języku - sklecone za pomocą słownika i Św. Gugla, więc nie ręczę za jego poprawność gramatyczną - w domyśle miało brzmieć "5 miesięcy w Finlandii.", a co wyszło, to może będę w stanie stwierdzić po jakimś czasie spędzonym tam ;) Choć na basic finnish się nie zapisałam, wybrałam szwedzki, ponieważ uczelnia jest szwedzka i ta część kraju jest zamieszkiwana przede wszystkim przez Szwedów. 

Myślę, że to wystarczy jak na pierwszego posta. Kolejne pewnie dopiero za jakiś czas, bliżej wyjazdu albo już z Abo. 

Let the adventure begin! :)