poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Z wizyta u towarzysza Lenina

W te niedziele postanowilysmy sie troche odchamic i pojechalysmy do Tampere - miasta mniej wiecej tak samo odleglego od Turku i Helsinek. Na czym odchamianie polegalo? Na wizycie w Muzeum Lenina i w Muzeum Muminkow ;) Pierwsze na poczatku mocno nas rozczarowalo, bo zaplacilysmy po 3 euro, zeby poogladac zdjecia i okladki ksiazek w 2 salach, z napisami jedynie po finsku lub rosyjsku. Nie udalo nam sie dowiedziec niczego na temat zwiazkow Wlodzimierza z Finlandia, a w szczegolnosci z Tampere. Tuz przy wyjsciu okazalo sie jednak, ze maja tam foldery po polsku! (kasjerka spytala mnie skad jestesmy, ale nie raczyla poinformowac o tych folderach). Takze zrobilysmy kolejna rundke (choc 17 stron tesktu mialo niewiele wspolnego z gablotami, to byl po prostu zyciorys Lenina i troche faktow). Co do zwiazkow z Tampere, to najciekawszy jest chyba fakt, ze tu po raz pierwszy doszlo do spotkania Lenina ze Stalinem (w tym samym budynku). Lenin ogolnie spedzil sporo czasu w Finlandii, wspieral tutejsze ruchy rewolucyjne i niepodleglosciowe, odbywaly sie tu zjazdy partii robotniczych. Mieszkal tez przez jakis czas w Helsinkach, meble z jego pokoju wystawiane sa wlasnie w Tampere. Muzeum ciekawe z tego wzgledu, ze pokazuje inne postrzeganie samego Lenina (jego zasluga jest uznanie niepodleglosci Finlandii).
Kolejny punkt programu to muzeum doslownie z innej bajki, czyli muminki. Nuda. Gablotki ze scenkami z powiesci i opisy tych scenek. Jedyne, co nam sie podobalo to przymierzanie roznych koron i diademow (stroje by byly raczej za male troche) ;)
Oprocz tego jak w kazdym miescie zaliczyc nalezy rynek i katedre. W Tampere dodatkowo jeszcze cerkiew, ktora przypomina troche te z Helsinek. Samo miasto ok, troche wieksze od Turku, smierdzi spalinami prawie jak w Radomiu. Fajne widoki z mostu w samym centrum miasta. I dwa jeziora otaczajace miasto od polnocy i poludnia - chcialysmy pospacerowac brzegiem, ale wialo... W ogole przezylam szok, bo czesc chodnikow jest jeszcze oblodzona i dosc czesto widac snieg i zamarzniete jeziora...Niby ze 150km na polnoc a juz taka roznica.
Tampere mozna podsumowac zdaniem Kasika: w sumie nie jest tu tak brzydko jak sobie wyobrazalam. ;)
W samym Turku temperatura chyba zaczyna rosnac, w tym tygodniu ma byc ponad plus 5 (jupi!).

wtorek, 14 kwietnia 2009

Na 5 tygodni przed końcem erazmusa

Zostały mi:

 - 3 egzaminy, z czego pierwszy w ten piątek;

- 1 wycieczka do Tampere i ze 2 do Helsinek

- 2 wizyty z Polski w maju

Od dziś wieczór do soboty będę sama w mieszkaniu - Włoszka jedzie na tydzień do domu, a  Lindall jeszcze nie wróciła z Pragi. Kiepsko. Ale czas i tak pewnie szybko zleci, jak się wezmę za naukę, dziś odsypiałam wczorajszą moża by rzec 12-godzinną podróż (o 5 rano wyjechałam z Radomia, w Turku byłam o 18 tutejszego czasu). Powitał mnie chłód, trzeba było sweter i kurtkę założyć. Z okien samolotu widziałam jeszcze kilka zamarzniętych jezior i kupki śniegu gdzieniegdzie. W dzień temperatura dochodzi do kilkunastu stopni, ale w nocy spada poniżej 0, więc wywiezienie zimowej kurtki chyba nie było najlepszym pomysłem. Powietrze świeże, drogi puste, tego mi będzie w Polsce brakowało ;)

Fajnie było zobaczyć Gdańsk, trochę inaczej (lepiej) go zapamiętałam z poprzednich wizyt, ale obraz dość mocno zamazany po 10 latach się ma ;) Lania wodą na starówce nie było :)

piątek, 3 kwietnia 2009

Gdzie się podziała świąteczna atmosfera?

Dziś (czy raczej wczoraj) postanowiłam wyjść z mieszkania i poszłam na zakupy, mając w pamięci mięso renifera dla rodziców => wyjazd do Polski => Wielkanoc i w supermarkecie czegoś mi brakowało... Ok, widziałam jajka niespodzianki z króliczkami, ale to by było na tyle. Brak pisanek, żółtych kurczaczków i nie pamiętam czego tam jeszcze... Aż ciekawa jestem, czy przed Bożym Narodzeniem też tak jest - bez choinek i lampek od połowy listopada... Niby w Polsce to irytujące, że się tak wcześnie zaczyna, ale koniec końców ma to swój klimat...

Także dziś mama się mnie spytała, co bym chciał zjeść w pierwszej kolejności jak przyjadę i jedyne, co byłam w stanie odpowiedzieć, to "nie łososia, łososia często jem". Ale tak na dobrą sprawę, to po 3 miesiącach tu zapomniałam, co dobre, zjem wszystko co ma jakikolwiek smak (a to nie lada wyzwanie)...

3 miesiące erazmusa by mi chyba wystarczyło, sentymentalna się robię ;)

czwartek, 2 kwietnia 2009

Zemsta PKP?

Polskie Koleje Państwowe drugi rok z rzędu (seminarium SKNu) robią psikusa w postaci niepublikowania wcześniej planowanych zmian w rozkładach, albo chociaż blokowania możliwości sprawdzania rozkładów na przyszłość wybiegającą poza obowiązujący właśnie rozkład. Rezultat jest taki, że zostały zlikwidowane pociągi, którymi miałam się udać z Gdańska do Warszawy i z powrotem. Co ciekawe, na drogę powrotną miałam sobie nawet kupić bilet przez internet (bo to IC) - ciekawe co bym z tym biletem zrobiła, skoro pociągu nie ma? Wniosek: nie krytykować PKP w prima aprilis ;)

Poza tym nic się nie dzieje, słońce świeci, śnieg topnieje, a ja walczę z kolejnym esejem i zaczynam ćwiczyć GRE, choć verbal przyprawia mnie o ból głowy ;) Dziś ominie mnie Easter Sitz Party (kolejna impreza z cyklu siedzimy, jemy, pijemy i śpiewamy durne piosenki) z wiedźmami... W poniedziałek pół godziny po czasie przypomniało mi się, że bilety były sprzedawane.  

Jakieś życzenia co do prezentów z Finlandii? Paczkę salmiaków już mam, w wersji alkoholowej niestety nie da rady, mam tylko bagaż podręczny, a więc max 100ml butelki płynów :P 

środa, 1 kwietnia 2009

Po wizycie w najbardziej rasistowskim mieście Finlandii

To nie jest prima aprilisowy żart. Dziś od jednej znajomej Finki dowiedziałam się, że Joensuu kilka lat temu sławne było z... rasizmu! Postanowiłam wyguglać i rzeczywiście trochę artykułów (z początku XXI stulecia) na ten temat się znajduje. Podobno nawet mówienie po szwedzku bywało groźne.

Jak to dobitnie, ale zgodnie z prawdą napisano w przewodniku "Joensuu niczym szczególnym się nie wyróżnia." Za to okolica przepiękna :) Zarówno na narty jak i do chodzenia - ogromne jezioro Pielinen i wyspy na nim to śliczny widok. Dochodzi cisza i świeże powietrze (to akurat nic nadzwyczajnego w tym pustym kraju ;) ). Co do samego miasta, to kościół ładny (choć wrażenie psuje fakt, iż jest nowiutki), ze słynnym lisem zdjęcia niestety nie zrobiłam, bo padał deszcz i mi się nie chciało. Muzeum Karelii Północnej małe i nie bardzo wzbogacające wiedzę o tym regionie (może potrzeba więcej czasu spędzić w środku...?).

Z cyklu nowe doświadczenia (pociągowo):

- kolejna stacja zapowiadana jest po fińsku, szwedzku i angielsku, więc ciężko przegapić, poprzedzane to jest głośnym dzwonkiem, to akurat irytujące dla kogoś kto wysiada za 4 godziny i chce spać.

- pociągi są sensownie skomunikowane, znaczy na wybranej stacji jest ok.15 -20 minut na przesiadkę. Przy dojeździe do takiej stacji podawana jest informacja, z którego peronu odjeżdża ten skomunikowany pociąg (w 3 językach oczywiście). 

- bilet u konduktora kosztuje tyle samo, co w kasie. Wada - brak miejscówki i trzeba się przesiadać, jeśli się komuś miejsce zajęło.

- gniazdka - można sobie podładować komórkę lub podłączyć laptopa

- zdejmowalne poduszeczki, które sobie można dopasować :)

- ruchome schody na stacji (żeby się dostać z peronu na dworzec), ale to akurat tylko na jednym dworcu widziałam

Ehh, a za 5 dni zejdę na ziemię i przejadę się naszym rodzimym pośpiechem w środku nocy ;) Trzeba będzie porzucić fińskie przyzwyczajenia i pilnować dobytku. W tym kraju tylko rowery są kradzione (ale to chyba wszędzie standard), portfela pod Twoją nieobecność ze stołu nikt nie ruszy. Przez tę rozpustę już o kilku osobach okradzionych podczas wizyt w 'normalnych' państwach słyszałam.

A tak z innej beczki, to dowiedziałam się wreszcie, dlaczego w fińskich kościołach dość często wiszą modele statków. Otóż są to podarunki od wiernych, którzy albo przeżyli sztorm, albo proszących o pomyślność w czasie rejsu.

Ponadto podobno flaga duńska pochodzi z czasów krucjat i uznawana jest za najstarszą flagę na świecie.  

Finlandia jest krajem nordyckim, ale nie jest krajem skandywskim...Nie leży na Półwyspie Skandynawskim...

Jakaś wartość dodana z przenudnych wykładów z Nordic History jednak jest ;)