W poprzednim poscie tylko wspomnialam, ze bylam ponownie w Helsinkach. Niby to moja druga (i nie ostatnia :P) wizyta w tym miescie, warto ja jednak opisac.
13 w piatek pomimo zaropialych oczu, zatkanych uszu i nosa udalam sie na ESNowa wycieczke (kto by nie pojechal za 11 eur, coraz bardziej lubie finski rzad ;) ). Mozna ja nazwac pol-zorganizowana, znaczy czas mielismy zaplanowany do ok.15, a potem 5 godzin wolnego. Zaczelismy od zwiedzenia finskiego parlamentu, w ktorym znajduja sie specyficzne windy (komentarz kolegi - you'll never have to wait for the lift again), postaram sie zamiescic wideo na picasie (jak mi sie uda :P). Idea jest taka, ze nie ma drzwi do windy i caly czas jezdzi taki jakby pociag, wsiasc mozna niemal w kazdej chwili. Nie umiem tego opisac, trzeba zobaczyc. Samo wnetrze parlamentu surowe, bo w stylu neoklasycznym (budynek z lat 20tych), z ciekawostek - nad sala obrad parlamentu znajduja sie plaskorzezby przedstawiajace jeziora i drzewa, jako krajobraz Finlandii :) Ladnie. Ponadto w jednej z sal znajduja sie popiersia poprzednich prezydentow, w tym slynnego z Rokkibaari Kekonena (Kasik, pamietasz? :D). Podczas wizyty Erazmuski z Helsinek na karaoke wymyslono zabawe, zeby to nazwisko wtracac w piosenki i liczyc, komu uda sie to zrobic najwiecej razy. Ciekawie bylo.
Z parlamentu zabrano nas na lunch, a potem do fabryki czekolady i wyrobow cukierniczych Fazer (a ja zawsze myslalam, ze to polska firma...). Cala wizyta byla troche picem na wode, fartem zobaczylismy fragment jednej linii ukladajacej czekoladki w bombonierce, ale to by bylo na tyle. Glowna atrakcja tego miejsca jest jednak tasting room, gdzie moglismy zjesc tyle batonikow i cukierkow, ile chcielismy. Oczywiscie nie mozna bylo niczego wynosic. Z batonami problem byl taki, ze jak sie go otworzy to trzeba cos z nim zrobic, wiec wszyscy stali w kolkach i wymieniali sie roznymi smakami (mleczny, chili, truskawka, trufla, mieta, orzech, pistacja, cytryna, dumle...). Dawno sie tak nie zaslodzilam ;) Potem mozna bylo te wszystkie produkty nabyc w Fazer sklepie, ktory byl sporo tanszy od zwyklych marketow (tu logika zadziala. Bo przy zakupie 4paka jajek Mignon- zaplacilam 4x cene jednego ;) ).
Ostatnim zorganizowanym punktem wyprawy bylo zwiedzenie wnetrza kosciola w skale, ktorego nazwy nigdy nie zapamietam. Ten obiekt cieszyl mnie najbardziej, poniewaz zeszlym razem spoznilam sie kilkanascie minut i do srodka nie weszlam. Kosciol ten naprawde zostal wykuty w skale, co widac po scianach, ktore nie zostaly zbytnio wyrownane. Po spacerze po wnetrzach odbylam tez spacer po dachu, fajnie fajnie.
Przed spotkaniem z helsinskimi erazmuskami odbylam jeszcze krotki spacer, oprowadzajac znajomych po mustach, znaczy biala katedra i sobor uspienski. A potem surprise - kontynuacja przygody z Fazerem w najstarszej kafeterii/cukierni tej firmy. Tym razem wizyta pod znakiem ciast i kawy, na czekolade nawet patrzec sie nie dalo ;). Kasikowi za spotkanie dzien przed egzaminem vielen Dank!
Takze z atrakcji helsinkich pozostala mi wciaz Suomenlinna, czyli twierdza, o ktorej niedawno pisal Janek. Ale to w kwietniu lub maju pewnie.
Odliczam dni do wizyty w Polsce, dzis magiczna liczba to 22 :)
poniedziałek, 16 marca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
batoniki z dumlowym nadzieniem?
OdpowiedzUsuńżycie jest takie niesprawiedliwe... (czytaj: włąśnie zaczęłam Ci oficjalnie zazdrościć;))
Hehe, nareszcie :D
OdpowiedzUsuńW poscie zapomnialam o jednym waznym szczegole - mianowicie na koniec dostalismy pakiet pozegnalny, czyli torbe slodyczy, w tym Dumle Stars, nie wiem czy sa w Polsce, mniam mniam.