Tak, opuściłam steady state 1 posta na 2 dni.
Ale nie bardzo mam co pisać, walczyłam z matlabem, byłam 2 razy w Rokkibaari, czyli the usual. Nie śpiewałam Nothing else matters, mimo że kolega mocno nalegał (w sumie żałuję, to jedyna piosenka stamtąd, którą dobrze znam). Może następnym razem.
Za 2 godziny płynę do Sztoknholmu :) Wycieczka ta była niepewna niemal do ostatniego momentu, bo najpierw okazało się , że Lindall potrzebuje osobną wizę, dopiero po dłuższej dyskusji jej uznali tą, którą ma. Ponadto czekałam na erazmusową kasę, miałam wybór albo zapłacić za prom, albo czynsz ;) Koniec końców jedziemy. Mam nadzieję, że uda nam się zobaczyć wszystkie musty, choć trochę trudno to rozpracować godzinami otwarcia. Ale damy radę, wycieczka na wariackich papierach musi się udać :)
A w środę wieczór szturm na stolycę - Helsinki (Kasik, już się nie mogę doczekać :) ). W ramach wizyty tam krótki wypad do Tallina i koncert Opethu. Po powrocie spędzę 3 dni w Turku i prawdopobnie wyruszę daleko, bo do Petersburga (o ile załatwię sobie ubezpieczenie, bo mojego euro26 world oczywiście pewnie nie uznają). I wizę, która dla obywateli UE kosztuje jedyne 45 euro :/ Co ciekawe dla USA i Kanady to 120 euro!!! Hehe, choć raz są w gorszej pozycji :) Ale też mi ich żal, bo prawdopodobnie do Rosji nie pojadą przez to.
W marcu szykuje się wyjazd do Dublina na Dzień św. Patryka, mam nadzieję, że starczy mi pieniędzy na to wszystko :) Oprócz tego Laponia, ale to już na szczęście opłaciłam. I 3 egzaminy.
W kwietniu zaś święta w domu z Lanym Poniedziałkiem w pociągu (bo loty są w pon i pt, więc wracam tu w pon), potem festiwal i KATATONIA .
W maju wizyty z Polski :)
Także Janku, pewnie Twojego trzeciego razu na nartach nie zobaczę, ale mam nadzieję, że jak przyjadę (kiedyś...), to będziesz już śmigać :)
Ładnie się mój kalendarz prezentuje, nieprawdaż?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz